Maj, rok później.
Choć powinnam się już szykować do własnego ślubu, to
siedziałam na łóżku i bawiłam się z Galą i Marcosem. Wszystkie kobiety w
rodzinie biegały jak szalone, ale nie ja. O dziwo byłam spokojna i wolałam, aby
one biegały. Zresztą Elena w końcu zabrała własnego synka, aby zanieść go
tacie, a Maria sama poszła zrelacjonować kilka chwil na swoim koncie.
Westchnęłam jedynie i uśmiechnęłam się do Marii, siostry Pedro. Przyszła po
Galę, aby oddać ją pod opiekę dziadka. Na mój widok tylko się zaśmiała i
usiadła obok mnie na łóżku.
- Stresujesz się?
- Nie, i nie wiem czy to dobrze. – westchnęłam, przez
ostatni czas się z nią nawet zżyłam, zresztą miała poprowadzić Pedro do
ołtarza. – Zresztą Pedro przechodzi przez to wszystko drugi raz, tak samo jak
wasza rodzina.
- Możliwe, ale to wesele będzie równie piękne. – zauważyła
na co się delikatnie uśmiechnęłam, chciałam zatrudnić kogoś obcego, ale moja
ekipa mi na to nie pozwoliła, sama przygotowała moje wesele, w ramach prezentu
– Przyznaje, był to dla nas wszystkich szok. Takie szybkie oświadczyny, jednak
mój brat jest szczęśliwy, a to liczy się najbardziej.
- Wiem, że Maria była twoją przyjaciółką, do tego to
pierwsza miłość Pedro i nie chce jej zastępować. To ona jest mamą Gali. –
zauważyłam poprawiając dziewczynce kitkę
- Mamą jest ta osoba, która wychowa ją na wspaniałą kobietę.
Maria ją urodziła, jednak to do ciebie należy opieka nad nią i nad jej tatą. A
robisz to doskonale. Pedro jest taki jak dawniej, ma ten błysk w oku, uśmiech.
Jest szczęśliwy i ty również, dlatego nie panikujesz. Tak jak mówiłam ten ślub
będzie piękny.
- Dziękuje. – uśmiechnęłam się do niej by po chwili ją
przytulić – To wiele dla mnie znaczy.
- A teraz powinnaś się w końcu wyszykować. Co jak co, ale
nie chcesz aby goście i pan młody czekał. – zaśmiała się biorąc na ręce Galę –
Pomachałam jeszcze dziewczynce i dopiero pozwoliłam Elenie
się wyszykować. Najpierw makijaż, włosy i w końcu mogłam założyć sukienkę.
Kiedy przyjrzałam się sobie w lustrze poczułam pierwsze łzy, jednak szybko
zostały wytarte. Co jak co, ale nie chciałam, aby fotograf mnie taką uwiecznił.
Nie mieliśmy kamerzysty, nie chcieliśmy uwieczniać tego wszystkiego na filmie
jak teraz wszystkie pary. Po prostu zdjęcia, tak aby na starość móc obejrzeć je
na papierze. Gotowa wzięłam kilka głębszych wdechów i była pora zejść na dół,
do ogrodu. Moje wujostwo udostępniło nam swój domek na wsi, wszystko zostało
ustawione, nawet w razie jakby padał deszcz. Usłyszałam, że pora jechać dlatego
z moim tatą wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy do kościoła. O dziwo było
sporo gości, same moje kuzynostwo to już spora liczba, a do tego Pedro zaprosił
swoich najbliższych przyjaciół z boiska. Zobaczyłam go przy ołtarzu i od razu
poczułam łzy, doszłam do niego i tylko usłyszałam szept mojego taty, życzył nam
szczęścia i prosił, aby Pedro zawsze sprawiał, że na moich ustach widnieje ten
uśmiech. Oczywiście w ciszy wysłuchaliśmy kazania, choć cały czas Pedro trzymał
mnie za dłoń. W tym momencie całe moje życie przeleciało mi przez oczy, a
właściwie to wszystko co mnie spotkało od kiedy poznałam Pedro przez przypadek.
Ksiądz ogłosił nas mężem i żoną i w tym momencie na moich ustach widniał
szeroki uśmiech. Oczywiście wszyscy pojechali do domu na wesele, jednak my
postanowiliśmy zrobić kilka zdjęć zanim impreza rozkręci się już na dobre. Jak
tylko wróciliśmy miałam wrażenie, że jestem już samotną żoną. Pedro został
porwany, tak samo jak ja. Każdy chciał się z nami przywitać, porozmawiać i co
najważniejsze zatańczyć. W pewnym momencie jednak przystanęłam z boku, aby choć
na chwilę odsapnąć i wtedy poczułam dłonie oplatające mój pas, od razu się
szeroko uśmiechnęłam, nie musiałam się nawet odwracać, aby wiedzieć, że to
Pedro. Pogłaskałam go jedynie po dłoni i zaraz dostałam całusa w kark.
- Co to za chowanie?
- Odpoczywam. – zaśmiałam się – Twój tato i brat to królowie
parkietu. Jeszcze tylko z panem nie zatańczyłam.
- Oj trzeba to jednak zmienić. – zauważył i w sumie zaraz
zostaliśmy wyciągnięci na parkiet przez moje kuzynostwo
Leciała nasza piosenka, więc nie mogli odpuścić i w taki o
to sposób młodzi wariowali na parkiecie, jednak ja i tak już czułam tego
skutki. Moje stopy dawały o sobie znać, więc zmieniłam szpilki na sandałki i to
była ulga. Tradycyjnie o północy przeszliśmy się z Pedro między gośćmi, przy
muzyce i białych chustkach nad naszymi głowami. Kiedy w końcu doszliśmy do
tortu, Pedro tylko wziął mnie na ręce i okręcił się ze mną dookoła własnej osi
na co się serdecznie zaśmiałam. Jak tylko mnie postawił mruknął, że ta suknia
trochę waży, na co dostał delikatnego kuksańca w bok. W sumie byłam w szoku, że
jeszcze tyle dzieci biega między stołami, albo szaleje na parkiecie. Ja sama
miałam już dość i częściej odpoczywałam przy stole. W pewnym momencie obok mnie
usiadł Ignacio, na co się do niego z uśmiechem przytuliłam.
- Zadowolona co?
- Jest nawet lepiej niż sobie wyobrażałam. – szepnęłam –
Choć jestem zmęczona. Za to Pedro szaleje na parkiecie jak zawsze. – zaśmiałam
się, kiedy widziałam jak wywija z Marią
- I bardzo mnie to cieszy. Oboje jesteście szczęśliwi. –
zauważył na co pokiwałam głową – Choć smuci mnie, ze prawdopodobnie
wyjedziecie…- powiedział cicho, a do
mnie dotarł sens jego słów na co westchnęłam. Ostatnio było dość sporo takich
wiadomości, że Pedro zmienia klub – Wiem, że to piłkarz. I kochacie się,
jednak…
- Zdradzę ci sekret. – powiedziałam cicho siadając do niego
przodem na co mi się uważnie przyjrzał – Pedro odchodzi na emeryturę. Owszem,
ostatni sezon nie należał do tych najlepszych, częściej siedział na ławce. Do
tego trener, ma inną koncepcje. I Pedro dostał ofertę, w drugiej części kraju.
- C-co?! Przecież…
- Wiem, nie jest stary. Jednak wie ile dla mnie znaczy
rodzina, ile znaczy to miejsce. Sam zresztą czuje się tu szczęśliwy, w końcu na
swoim miejscu i dlatego tak postanowił. W tym momencie chce skupić się na
rodzinie.
- Przecież… jest gotów na ten krok? – widziałam to jego
zdziwienie na co pokiwałam głową, że tak – To była jego decyzja? Nie boisz się?
- Owszem, to była jego decyzja. – uśmiechnęłam się i
spojrzałam na obrączkę – Właściwie ja chciałam z nim porozmawiać, aby
zastanowił się nad przeprowadzką. Wtedy powiedział mi jakie ma plany. Zresztą…
- wzięłam głębszy wdech – Staramy się o dziecko. Oboje jesteśmy gotowi na to,
aby powiększyć rodzinę.
- Więc nie pozostaje mi nic innego. – zauważył i mocno mnie
przytulił na co się zaśmiałam – W końcu znalazłaś tego właściwego i mam
nadzieję, że tym razem będzie chłopiec. – dał mi całusa w policzek
- Więc wieści szybko się rozchodzą? – zaśmiał się Pedro,
który oparł się o moje krzesło
- Cóż, powinieneś się do tego przyzwyczaić. – machnął ręką
Ignacio wstając z miejsca – Ale, gratuluje i życzę szczęścia na nowej drodze. –
powiedział i zaraz się objęli – Kapitanie, oddaje w twoje ręce mój największy skarb.
– kiwnął głową i zostaliśmy sami na co się jedynie zaśmiałam i zaraz siedziałam
na kolanach Pedro
- Zmęczona? – rzuciłam jedynie trochę – Mam nadzieję, bo
chcę jeszcze z tobą zatańczyć. – uśmiechnął się łącząc moją dłoń ze swoją –
Reszta też już wie?
- Tylko Ignacio. Obiecałam ci zresztą, że zachowam to w
tajemnicy zanim ogłosisz to oficjalnie na konferencji. A on nie piśnie ani
słówka. Właściwie to się martwił, że mnie zabierzesz.
- Wiem o tym. Miałem również rozmowę z moim ojcem, i on też
zna prawdę. – zaśmiał się – Pominąłem jedynie informację o tym, że kto wie, a
może wkrótce zostanie ponownie dziadkiem. – jedynie położyłam głowę na jego
ramieniu i przyglądałam się parom na parkiecie – Jest tak jak sobie wymarzyłaś?
- Jest zdecydowanie lepiej. – zauważyłam – Chyba jeszcze
nigdy nie byłam tak szczęśliwa. I co najważniejsze tak kochana. Jesteś jak
spełnienie marzeń, a do tego poświęciłeś się dla mnie, dla nas. Wiem, że
będziesz tęsknić za piłką, ja będę tęsknić za tobą w tym wydaniu. Postaram się jakoś
to zrekompensować.
- Ana. – zauważył patrząc mi w oczy – Oboje mamy tu dom.
Gala jest tu szczęśliwa. I nadeszła ta pora, kiedy chcę osiąść w jednym
miejscu. Mam sporo oszczędności, ty również pracujesz. Damy sobie radę, zresztą
zawsze mogę zacząć być prawnikiem. Fakt, będę tęsknić. Na początku, ale zawsze
mogę wyciągnąć twoich kuzynów na jakąś grę. Chcę zacząć nowy etap w swoim
życiu, inaczej. Nie musisz się o mnie martwić.
- Nie martwię, po prostu nie umiem sobie tego wyobrazić. Jak
ktoś taki kocha mnie, taką przeciętną dziewczynę z Galicji.
- Cóż, tylko zwykły chłopak z Galicji. – uśmiechnął się
skradając mi całusa – Dzięki tobie jestem szczęśliwy. I dlatego chcę spędzić z
tobą każdą chwilę… do końca świata.
&&&
w taki o to sposób historia Pedro i Any uważam za zakończoną.
Oboje się odnaleźli... w Galicji.
I oboje się zestarzeją... w Galicji.